Gastronomia
3 MIN CZYTANIA
Zakupy, receptury i sprzedaż żyją w trzech różnych miejscach. Dopóki tak jest, food cost jest szacunkiem, nie pomiarem.
Food cost policzony w arkuszu prawie zawsze się nie zgadza z tym, co wychodzi po inwentaryzacji. Nie dlatego, że ktoś się pomylił w liczeniu. Dlatego, że trzy zbiory danych, które są do tego potrzebne, żyją osobno i nikt ich nie uzgadnia na bieżąco.
Trzy zbiory danych, które żyją osobno
Żeby policzyć, ile naprawdę kosztuje to, co sprzedaliście, potrzebujecie trzech rzeczy naraz.
Co kupiliście i za ile. To jest po stronie zakupowej, w fakturach, często w skrzynce mailowej i w pliku PDF.
Z czego składa się każda pozycja z karty. To są receptury, zwykle w osobnym arkuszu, aktualizowane rzadziej niż karta.
Co faktycznie sprzedaliście. To jest po stronie sprzedaży, w innym formacie i w innej nomenklaturze.
Każdy z tych zbiorów jest poprawny u siebie. Problem zaczyna się przy zestawieniu, bo ten sam składnik nazywa się inaczej na fakturze, inaczej w recepturze i inaczej w systemie sprzedaży. Ktoś musi te nazwy dopasować ręcznie, a przy każdej zmianie dostawcy albo karty robi to od nowa.
Dochodzi do tego, czego arkusz zwykle w ogóle nie widzi: straty, odpisy, porcje kontrolne, wydania na próby i różnice w porcjowaniu między zmianami. To są pozycje, które w skali miesiąca potrafią zjeść kilka punktów procentowych.
Co trzeba połączyć, żeby liczba była wiarygodna
Wiarygodny food cost wymaga wspólnego słownika, nie lepszego arkusza.
Jeden identyfikator składnika, ten sam po stronie zakupów, receptur i magazynu.
Receptury jako dane, nie jako plik, który ktoś pamięta zaktualizować.
Sprzedaż powiązana z recepturą, żeby dało się przejść od pozycji na paragonie do zużycia składników.
Osobne miejsce na straty i odpisy, bo bez nich liczba zawsze będzie zaniżona.
Ta sama definicja food cost dla wszystkich lokali, uzgodniona i zapisana.
Ostatni punkt jest najczęściej pomijany, a rozstrzyga najwięcej. Jeśli jeden lokal wlicza do food cost opakowania, a drugi nie, to porównanie między nimi nic nie znaczy, choćby oba liczyły starannie.
Ćwiczenie w arkuszu a stały proces
Jednorazowe policzenie food cost w arkuszu ma sens. Daje punkt odniesienia i zwykle pokazuje, gdzie jest największy problem. Ale ma dwie cechy, przez które nie nadaje się do prowadzenia lokalu na co dzień.
Po pierwsze, jest kosztowne w czasie. Ktoś poświęca na to kilka godzin, zwykle osoba, która jest bardziej potrzebna gdzie indziej. Po drugie, jest jednorazowe. Pokazuje stan sprzed miesiąca i nie mówi nic o tym, co dzieje się w tej chwili.
Stały proces wygląda inaczej. Dane wpadają same, uzgodnienie nazw dzieje się raz i potem działa, a liczba jest dostępna wtedy, kiedy jej potrzebujecie, nie wtedy, kiedy ktoś znajdzie czas. Zmienia się też rola człowieka: zamiast składać liczbę, patrzy na odchylenie i decyduje, co z nim zrobić.
Od czego zacząć
Nie od wdrożenia wszystkiego naraz. Od sprawdzenia, czy Wasze dane zakupowe i sprzedażowe da się w ogóle ze sobą powiązać, i jak dużo pracy wymaga ujednolicenie nazw. To wychodzi w pierwszej rozmowie.
Szerzej o pracy z danymi w sieciach lokali piszemy na stronie Wielolokalowa gastronomia. Co dokładnie wchodzi w Data Hub i Business Intelligence oraz ile to kosztuje, znajdziecie w ofercie.
Compatibility Audit to dwadzieścia do trzydziestu minut, bez faktury i bez prezentacji sprzedażowej. Jeśli okaże się, że danych jest za mało albo są zbyt niespójne, żeby liczba była wiarygodna, powiemy to od razu.
Czytaj także
Food cost liczony ręcznie: dlaczego się nie zgadza
Zakupy, receptury i sprzedaż żyją w trzech różnych miejscach. Dopóki tak jest, food cost jest szacunkiem, nie pomiarem.
Food cost liczony ręcznie: dlaczego się nie zgadza
Zakupy, receptury i sprzedaż żyją w trzech różnych miejscach. Dopóki tak jest, food cost jest szacunkiem, nie pomiarem.
Food cost liczony ręcznie: dlaczego się nie zgadza
Zakupy, receptury i sprzedaż żyją w trzech różnych miejscach. Dopóki tak jest, food cost jest szacunkiem, nie pomiarem.
Macie ten sam problem u siebie? Sprawdzimy Wasze systemy w 20 do 30 minut.